ŚCIĘGNICA
Miejscowość sołecka liczącą 117 mieszkańców (31.12.2010r.) położona 11 km na południowy wschód od Sławna i około 1 km na północ od drogi wojewódzkiej Nr 209 Sławno-Korzybie.
do pobrania:
• pobierz (155kb)
• pobierz (32kb)
Przez wieś przebiega lokalna szosa z Bzowa i dalej w kierunku Wrzącej. Otoczenie Ścięgnicy stanowią morenowe wzniesienia, na których rozciągają się pola uprawne i łąki. Po zachodniej stronie wsi przepływa rzeczka Ścięgnica, a po południowej stronie rozciągają się większe kompleksy leśne schodzące ku dolinie rzeki Wieprzy. Sołectwo zostało założone w 1951 r. Obszar sołectwa obejmuje wieś Ścięgnicę, która jest siedzibą organów sołectwa. We wsi znajduje się sklep ogólnospożywczy oraz skup runa leśnego. Nieopodal wsi jezioro Dudek z możliwością wędkowania.
SOŁTYS
Pani Elżbieta Barszczewska
Ścięgnica 8
76-251 Kobylnica
RADA SOŁECKA
Pani Maria Kaszowska
Pan Adam Pacak
Pani Bogumiła Skępiec
Pan Kamil Kaszowski
We wsi znajduje się cmentarz ewangelicki z drugiej połowy XIX wieku, usytuowany w południowej części wsi przy szosie do Korzybia, w otoczeniu lasów iglastych. Pozostały zachowane pierwotne granice, zatarł się natomiast układ kwater. Mogiły ułożone są w rzędy. Cmentarz jest zdewastowany, nagrobki zostały usunięte bądź zniszczone, pozostały natomiast liczne cokoły krzyży...
Do zabytków znajdujących się na terenie sołectwa i wpisanych do rejestru zalicza się zespół pałacowo-parkowy z XIX w. We wsi zachowanych jest kilka chałup i stodół szachulcowych z przełomu XIX i XX wieku. W przeszłości miejscowość tę nazywano Cigenitz (1628), Ziegnitz (1756).Nazwa wsi może mieć pochodzenie topograficzne od gwarowego określenia ścieżki stegna, bądź od nazwy osadowej lub etnonimu Cygan. Ścięgnica(Ziegnitz) stanowiła stare lenno rodu von Boehn należące do tej rodziny już w latach 30-tych XV w., a dokładnie w 1436r. Majątek należał do tego rodu aż do początku XX w., kiedy to w 1907 r. mieszkająca w Słupsku wdowa po generale Franzu von Boehn sprzedała Ścięgnicę Erichowi von Bonin. Około 1780r. w Ścięgnicy znajdował się folwark, młyn wodny, kuźnia, szkoła z jednym nauczycielem, 7 chłopskich zagród i 3 kosetów - ogółem 23 kominy. Było też rybactwo na 4 stawach i jeziorze. W roku 1892, kiedy prawna właścicielka Ścięgnicy była generałowa von Boehn (wpisana w księdze adresowej jako von Böhn), dobra rycerskie Ścięgnicy liczyły ogółem 1443 ha, w tym 431 ha ziemi ornej, 63 ha łąk, 349 ha pastwisk, 588 ha lasów i 12 ha wód. Pogłowie zwierząt obejmowało: 22 konie i 70 sztuk bydła, w tym 58 krów mlecznych. W roku 1914 Ścięgnica należąca do Ericha von Bonin z Bzowa (dzierżawcą był Karl Schmeling), majątek liczył ogółem 501 ha, w tym 280 ha pól uprawnych, 50 ha łąk, 127 ha pastwisk, 40 ha lasów i 1 ha wód. hodowano 22 konie, 100 owiec. Radykalne zmniejszenie majątku wynikło stąd, że w roku 1907 dobra ścięgnickie zostały podzielone, a generałowa von Böhn sprzedała Boninowi z Bzowa sprzedała tylko Ścięgnicę, zaś położone na zachód od Ścięgnicy Wieckowo (Wossberg), stanowiące dotąd integralna część majątku kupił Max von Mitzlaff. Wieckowo było leśnictwem, które liczyło 914 ha, z czego większość zajmowały lasy i pastwiska. W 1920 r. właścicielem Ścięgnicy nadal pozostawał Erich von Bonin, a powierzchnia gruntów oraz ilość zwierząt hodowlanych nie uległy zmianie. W latach 20-tych lub 30-tych Ścięgnica przeszła w ręce syna Ericha - Joachima von Bonin, który zyskał miano wybitnego rolnika. W latach 30-tych XX w. w majątku o ogólnej powierzchni areału wynoszącej około 615 ha uprawiano żyto, owies, jęczmień, brukiew i ziemniaki. Prowadzono tez rozmnażanie sadzeniaków. Pogłowie zwierząt liczyło 20 koni, 10 źrebaków, 45 krów mlecznych, a hodowla trzody chlewnej obejmowała 40 macior, 120 tuczników i 200 prosiąt. Gospodarstwo było dobrze zmechanizowane. Joachim von Bonin był ostatnim właścicielem majątku. 7 marca 1945r. wieś i majątek zostały zajęte przez Armię Czerwoną. Po II wojnie światowej majątek przeszedł w posiadanie Skarbu Państwa Polskiego. W części gospodarczej utworzono PGR. Pałac wraz z parkiem przejęło Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, utworzono tu ośrodek kolonijny dla dzieci milicjantów. Po 1990r. teren dawnego PGR przejęła Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa. Obecnie pałac został sprzedany prywatnej osobie. Ścięgnicabyła wsią chłopską i majątkiem ziemskim, przy czym część folwarczna obejmowała południowe a część chłopska północne tereny miejscowości. Granica między tymi dwoma częściami przebiegała na wysokości drogi odchodzącej na zachód w kierunku Bzowa. Droga ta prowadziła również w kierunku leśnictwa Vossberg i gospodarstwa z dobrami ścięgnickimi - obecnie nieistniejącymi. Zespół pałacowo-parkowo folwarczny składa się z trzech elementów: części rezydencjalnej (pałac, park, relikty ogrodu - sadu), podwórza folwarcznego z rządcówką i zabudową inwentarsko-gospodarczą, kolonii mieszkalnej robotników folwarcznych. Podwórze folwarczne usytuowane jest na północ od dawnego ogrodu i parku. Aktualnie zachowały się następujące obiekty folwarczne: budynek inwentarski tworzący południowo-zachodnią ścianę podwórza, stodoła ze stajnią wyznaczająca południowo-wschodnią krawędź podwórza, rządcówka i dom mieszkalny z przylegającym budynkiem gospodarczym wyznaczające południowo-zachodnią krawędź podwórza. Ponadto zachowały się dwa niewielkie obiekty odsunięte od północno-zachodniej ściany podwórza w kierunku łąki: dawny garaż oraz kuźnia i warsztaty naprawcze - ten ostatni budynek częściowo zrujnowany. Od północnego wschodu przestrzeń pozostaje otwarta, gdyż zamykające ją niegdyś obiekty zostały rozebrane.
Stary młyn
Dawno, dawno temu tak gdzieś koło roku 1780 w Ścięgnicy był folwark, młyn, kuźnia, szkoła z jednym nauczycielem i siedem zagród chłopskich.
W Ścięgnicy, w starym młynie mieszkał leciwy już młynarz. Nie miał następców i szukał komu by młyn sprzedać. Trafił się jeden młody, który go kupił. Pochodził gdzieś z Bawarii. Szybko odremontował stare koło, budynki. Ponaprawiał drogi dojazdowe. Wymienił Żarna na nowe. Udało mu się mielić zboże na bardzo delikatną mąkę. Wieści o tym rozeszły się daleko. Coraz więcej chłopów przyjeżdżało ze swoim zbożem.
Młynarz był człowiekiem bardzo uczynnym i pracowitym. Lubił z chłopami pogadać o trym i owym. Z czasem zaczął rozglądać się za żoną. Spodobała mu się jedna z córek pewnego gospodarza mieszkającego trzy wsie dalej. Niedługo później wzięli ślub.
Gospodyni była piękna, smukła, rudowłosa. W zielonych oczach czasami pojawiały się dziwne błyski. Lubiła chodzić na długie spacery po łąkach i zbierać przy tym przeróżne zioła. Stroniła od ludzi ale zawsze chętnie pomagała w młynie. Tym bardziej, że nie było żadnego pomocnika.
Pracy było coraz więcej i więcej. Młynarz zaczął szukać młynarczyków. Trwało to długo zanim znalazł dwóch chętnych. Chłopaki były młode, silne, sprytne i bardzo pracowite. Spali w małej izdebce we młynie.
Po pewnym czasie stali się dziwnie małomówni, lękliwie rozglądali się dookoła. Przy niespodziewanym szmerze obracali się szybko czyniąc znak krzyża. Wieczorami dokładnie zamykali drzwi do izby.
Zastanawiało to bardzo młynarza. Postanowił sprawdzić co się dzieje. Wieczorem, gdy wszyscy posnęli zakradł się do młyna i schował się za zsypem do plew. Gdy wybiła północ zaskrzypiały drzwi. Wśliznął się ogromny, rudy pies o ognistych oczach. Zaczął szarpać drzwiami izby młynarczyków. Wył przeraźliwie. Ślina ciekła z ogromnych kłów. Zza drzwi słychać było głośne modlitwy przerażonych chłopców.
Młynarz złapał leżącą obok zsypu łopatę . Z całej siły rąbnął jej kantem psa w łeb. Rozległo się niesamowite wycie. Zerwał się porywisty wiatr. Pies nagle zaczął się prostować. Zaczął zmieniać kształty. Sierść na głowie zaczęła zmieniać się w długie, piękne, rude włosy. W pewnej chwili wiatr ustał a na ziemi leżała martwa jego żona.
- Chodźcie chłopaki już po wszystkim... już nigdy wiedźma nie będzie was straszyć…
Chłopcy wyszli z izby. Przerażeni patrzyli na leżącą na podłodze gospodynię.
- To była gospodyni? Młynarzu, czyści wiedzieli?
- Nie, ale zauważyłem, że czegoś się boicie. Chciałem sprawdzić czego. Przez myśl mi nie przeszło, że to diablica. Jeszcze drżą mi ręce!
Po tym zdarzeniu młynarz sprzedał młyn i wyjechał. Gdzie? Nie wiadomo. Nikt o nim już nie słyszał. Tylko koło młyna podczas pełni, o północy, pojawia się olbrzymi, rudy pies. Węszy. Biega w koło. Ciągle czegoś szuka. Potem znika.
Okoliczni ludzie bardzo się bali zjawy. Podczas pełni zamykali się w domach. Nikt nie chodził koło młyna.
Suknia wodnicy
Niezwykle malownicze jezioro Dudek, o którym wędkarze mówią, że jest oazą spokoju i ciszy kryje wielką tajemnicę. Stara kronika głosi, że gdy jeziorne mszary wiatr porozsuwa, widać na dnie mury wielkiego zamku. Niezwyczajne to mury i zamek niezwyczajny! Trzeba stać w zupełnej ciszy i czekać na tę jedną, jedyną słoneczną godzinę, co do dna jeziora dociera. Żeby ten zamek zobaczyć, wielkiej trzeba cierpliwości, bowiem słońce z trudem przedziera się przez korony starych drzew. Ale kiedy w Zielone Święta ta słoneczna godzina nadchodzi, odsłania zamek śpiący wiekowym snem na jeziornym dnie.
Zielono - brązowe krużganki oplatają podwodne rośliny, między wieżami pływaj ą ryby, a na dziedzińcu przesuwają się tajemnicze cienie.
Czyj to zamek śni wiekowe sny? Leśne jezioro chroni swoją tajemnicę przed przybyszami.
Przed wieloma setkami lat jezioro było ogromne. Z jednego brzegu, drugiego nie dało się ujrzeć. Zawsze to jezioro o bardzo ciemnej wodzie otaczała mgła. Ludzie nigdy w nim nie pławili koni, ani nie urządzali wesołych harców. Bali się mgły, bo kiedy słońce ją podnosiło, przed ich oczami zaczynały się pojawiać dziwne obrazy.
Na środku wyspy wznosił się ogromny zamek, niedostępny z lądu. Budził podziw i strach. Ni do niego dopłynąć, ni do niego dolecieć. Ci, co próbowali łodzią dopłynąć, nigdy nie wracali do domów. A zamek górował nad taflą wody, rozpalając coraz większą ciekawość mieszkańców okolicznych wsi. Nigdy nie widywali jego gospodarzy. Jednak na dziedzińcu poruszały się jakieś postacie, toczyło się życie w zamkowych komnatach. Wieczorami we wszystkich oknach zapalało się światło, a od zamku wiatr niósł śpiew... W tym śpiewie był szum morskiej fali, krople wody spadającej na szkło, szmer strumienia głaszczącego kamienie. Piękny to był śpiew, czasem tęskny, czasem smutny, czasem perlisty, jak wiosenny deszcz. Ale biada temu, kto się w czarowną pieśń zasłuchał! Jakaś siła przemożna kazała mu iść na oślep przed siebie, dalej i dalej od ludzi. Bliżej i bliżej jeziora. Schodził zasłuchany z brzegu, brnął w wodzie ku wyspie, a kiedy już miał jej brzegu dotykać, przepadał w jeziornej toni.
Cisza wtedy wielka ogarniała jezioro, zaś echo niosło po lesie ni to jęk, ni to śmiech. Mieszkańcy pobliskiej Ścięgnicy czynili wtedy pośpiesznie znak krzyża, odżegnując się od zła, co w jeziorze siedzi.
Mijały lata. Mijały stulecia. Jezioro omijane przez ludzi z wolna zaczynało zarastać. Gęsty tatarak i sitowie przesłoniły z brzegu widok zamku tkwiącego na wyspie. Nad zapomnianym miejscem nadal unosiła się mleczna mgła. Ale czas był niespokojny. Przez Pomorze przetaczał się potop wrogich, szwedzkich wojsk, co niosły zniszczenie i głód. Pewnego dnia rycerze w spiczastych hełmach pojawili się na drodze do Ścięgnicy.
Kilka dni później już panoszyli się w ścięgnickim pałacu , zabierając okolicznym chłopom żywność i dobytek.
Płakały matki, płakały dzieci, gdy najeźdźcy zabierali z zagród konie, krowy, świnie. Głód zajrzał do chłopskich chat późną jesienią.
- Przyjdzie pomrzeć z głodu pod szwedzkim jarzmem... - szeptali zgnębieni chłopi.
Nadeszła zima. Wiał ostry, mroźny wiatr. Nikt po dobrej woli chałupy w taki dzień nie opuszcza. Nudziło się Szwedom w smutnym pałacu, więc kazali grać muzykom. Nastroili grajkowie skrzypce i poniosło z wiatrem skoczną muzyczkę. Ale do tańca- tancerki potrzebne. Nakazał więc dowódca wiejskie panny przyprowadzić. Przymuszone do tańca dziewczyny obracały się na balowej sali, jak drewniane kukły. Nagle otworzyły się drzwi i stanęła w nich panna, której nieziemska uroda bliższa była księżycowi i gwiazdom, niż wiejskim dziewkom . Suknia na niej lekka jak mgła, mieniła się błękitem i zielenią, a drogocenne kryształy odbijały światło pochodni.
- A cóż to, panowie rycerze, do tańca nie zapraszacie?.. - piękna panna roześmiała się tak
dźwięcznie, jakby dzwonki leśne nagle zagrały.
Zerwali się Szwedzi z miejsc i przepychając się wzajemnie ruszyli ku pięknej nieznajomej.
A ona kręcąc się w tańcu, każdego suknią owijała. Śmiejąc się perliście wymykała się z objęć jednego tancerza i ku kolejnemu zmierzała. A co którego sukni mgłą zieloną owinęła, ten w miłosne zapamiętanie popadał i o niczym innym, tylko o pięknej nieznajomej w migotliwej sukni myślał. Całą noc przetańczyła prześliczna panna.
Gdy świt namalował na niebie pierwsze różane kolory , ruszyła ku drzwiom. Za progiem zaczęła śpiewać, tak pięknie, że ptaki umilkły zasłuchane. Mieszkańcy wsi zatykali uszy, ale Szwedzi nic o posępnej sile zwodniczej pieśni nie wiedzieli. Nie uszła dziewczyna daleko, gdy z sali balowej wybiegło dwóch rycerzy i ruszyli za śpiewającą. Śpiew był coraz głośniejszy i głośniejszy... Takiego śpiewu żaden ze Szwedów nigdy nie słyszał i obronić się przed nim nie umiał. Biegli obaj za zieloną suknią, która coraz szybciej się od nich oddalała. Biegli za nią przez pole, biegli przez las... Magnetyczny śpiew nie zamilkł także wtedy, gdy obaj rycerze zanurzyli się jeziorze. Dopiero, gdy zamknęło się nad nimi lustro wody, wodnica śpiewać przestała. Echo poniosło w las ni to jęk, ni to śmiech... A zielona mgła sukni wodnicy nadal tumaniła myśli tych, co jej w tańcu dotknęli.
Kiedy wieczorami rozświetlały się okna w zamku na jeziorze, wychodziła wodnica na krużganek i zaczynała śpiewać. Do tego śpiewu szli otumanieni kolejni tancerze, którzy już
z tej wędrówki nie wracali. A gdy nad ostatnim Szwedem zamknęły się wody jeziora, wodnica zakończyła swoją okrutną pieśń.
Pogasły na zamku światła i w zupełnej ciszy wyspa zaczęłasię wolno pogrążać w wodzie. Zieloną suknią wodnica zasłoniła lustro wody i skryła w niej na wieki tajemnicę obcego, zatopionego wojska.
Wędkarze, którzy twierdzą, że nie boją się czarów wodnicy opowiadaj ą także, iż zdarzaim się czasem wyłowić z jeziora kawałki pięknej, lekkiej jak mgła zielonej sukni. Ale żaden z nich nie chciałby zostać zaproszony do tańca przez panią tego jeziora.


















