Zwązek Powiatów PolskichPomorskie w UniiProgram Rozwoju Obszarów Wiejskich

wybierz miejsce:

aktualizacja: 14 września 2011 (Środa) , 13:22

BZOWO, KCZEWO, ROZŁĘKA

BZOWO, KCZEWO, ROZŁĘKA
powiększ

Bzowo, wieś sołecka licząca 157 mieszkańców (31.12.2010r) położone jest w południowo – zachodniej części gminy przy drodze powiatowej Słonowice – Tychowo.

do pobrania:

pobierz
Statut Sołectwa Bzowo
• pobierz (155kb)

pobierz
Uchwała w sprawie zmian w Statutach Sołectw Gminy Kobylnica
• pobierz (32kb)

Do wsi od strony zachodniej przylega kompleks leśny. Wokół wsi pola uprawne. Przez wieś przepływa Ścięgnica. Od zachodu sołectwo graniczy z Województwem Zachodniopomorskim. We wsi sklep spożywczo - przemysłowy. W odległości 2 km na wschód od Bzowa i około 7 km na wschód od Tychowa znajduje się Kczewo liczące 151 mieszkańców (31.12.2010 r.). Wioska leży na pofałdowanym morenowym terenie w otoczeniu pól uprawnych i podmokłych łąk rozciągających się wzdłuż licznych kanałów melioracyjnych. Po wschodniej stronie Kczewa, w odległości około 2 km od zabudowań przepływa rzeczka Ściegnica stanowiąca dopływ Wieprzy. Wioska otoczona jest polami uprawnymi - jedynie od strony południowej do wsi przylega park podworski łączący się z parkiem w Bzowie. Za wsią w kierunku Słonowic znajduje się kopalnia żwiru. We wsi Świetlica Wiejska prowadzona przesz Gminny Ośrodek Kultury w Kobylnicy oraz sklep przemysłowo - spożywczy. Pomiędzy obu wioskami w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku został wykonany odwiert geotermiczny potwierdzający występowanie na głębokości 2 kilometrów gorących źródeł. Kierując się na północny zachód od Bzowa w niedalekiej odległości trafimy do Rozłęki - osady liczącej dziś 4 osoby.

 

SOŁTYS
Pani Longina Jagieła

Kczewo 16 B
76-251 Kobylnica


RADA SOŁECKA

Pan Robert Domagała
Pani Maria Drogoś  
Pani Maria Kandyba  
Pan Mateusz Mielewczyk
 

Sołectwo zostało założone w 1995 roku. Obszar sołectwa obejmuje miejscowości: Bzowo, Kczewo i Rozłęka. Siedzibą organów sołectwa jest Kczewo. Do zabytków znajdujących się na terenie sołectwa i wpisanych do jego rejestru zalicza się zespół folwarczny z XIX i połowy XX wieku wraz z parkiem przydworskim i cmentarzem w Bzowie. W Kczewie grodzisko nizinne owalne noszące ślady dawnych wałów i fosy.

SOŁTYS
 
Pani Longina Jagieła
 
zam.
Kczewo 16B
76-251 Kobylnica
 
 
RADA SOŁECKA
 
  • Pan Robert Domagała
  • Pani Maria Drogoś 
  • Pani Maria Kandyba 
  • Pan Mateusz Mielewczyk
 
Rys historyczny
 

Bzowo - niemieckie Besow, należało początkowo do księcia pomorskiego Świętopełka, który przekazał ją wraz z wieloma innymi miejscowościami zakonowi joannitów. Nie wiadomo jak długo Bzowo było w posiadaniu zakonu. Dokładniejsze dane dotyczące właścicieli pochodzą dopiero z drugiej połowy XV wieku. W roku 1480 jako właściciel wymieniony jest Mathias Bone. Według listu lennego z 1529 roku wieś posiadali już Boehnowie. We władaniu tego rodu dobra lenne Bzowo znajdowały się około 400 lat. W roku 1784 jako właściciel wymieniany jest Ernest Ludwig von Böhn. W tym czasie w Bzowie były dwa folwarki, młyn wodny, czterech chłopów, trzech chałupników, szkoła, dwadzieścia jeden domów i rybactwo. W latach 1773-1775 za dotacje królewskie pobudowano folwark Plan-heide (dzisiejsza Rozłęka), należący najpierw do majątku Bzowo a później do majątku Ścięgnica. W 1857 r. Franz Wilhelm Adolf von Boehn sprzedał majątek Friedriechowi von Blumenthal. Ten ostatni z powodu braku potomków sprzedał z kolei Bzowo 1892 roku Augustowi Siemersowi, właścicielowi Kończewa. W 1892r. Bzowo wraz z folwarkiem ŻABNO i niemieckie Sagenberg , liczył ogółem 810 ha, z czego 480 ha przypadało na pola uprawne, 51 ha na łąki, 155 ha na pastwiska, 112 ha na lasy i 6 ha na wody. Inwentarz żywy liczył 32 konie , 70 sztuk bydła, w tym 32 krowy mleczne, 700 owiec i 50 sztuk trzody chlewnej. Istniała cegielnia i młyn wodny. W roku 1901 syn Augusya von Siemers przekazał majątek Erichowi von Bonin, żonatemu z Anną von Graffe. Erich i Anna von Bonin w 1907 roku kupili także polski majątek Ściągnica. W roku 1814 Bzowo wraz z Żabnem liczyło 811 ha, pracował młyn wodny z elektrownią, gorzelnia i płatkarnia. Wg księgi adresowej z 1920 roku właścicielem majątku był Albrecht von Bonin, był to najstarszy syn Ericha i Anny. Po śmierci Ericha von Bonina, która nastąpiła w 1927 roku majątek zaczął w szybkim tempie poupadać. W tym czasie w Bzowie hodowano około 40 sztuk krów zarodowych z przychówkami i około 30 koni, w tym także wyścigowe. Czynna była gorzelnia, którą kierował Paul Sakiel. W majątku zatrudniony był m.in. rządca Max Hasse, leśniczy Werde i oborowy Krama. Na skutek trudności finansowych w 1931 roku Albrecht von Bonin z żoną Ilse z domu von Boehn musieli sprzedać Bzowo Towarzystwu Parcelacyjnemu i opuścili majątek. Jeszcze tego samego roku Bzowo wraz z folwarkiem zostało rozparcelowane, w wyniku czego w oparciu o dawne budynki folwarczne powstało ogółem 46 zagród chłopskich. Gorzelnię przekształcono w mleczarnię, której właścicielem był najpierw Otto Hockendorf, później zaś była to mleczarnia spółdzielcza. Właścicielem młyna wodnego został Heinrich Kosanke, natomiast w pałacu utworzono szkołę powszechną, mieszkania dla dwóch nauczycieli oraz kaplicę ewangelicką, ponieważ kościół parafialny znajdował się w oddalonych o kilka kilometrów Słonowicach. W bezpośrednim sąsiedztwie podwórza, po południowej stronie znajdują się dawne tereny ogrodowe w kształcie wydłużonego prostokąta obwiedzione kamiennym murem, którego fragmenty zachowały się do obecnych czasów. Po południowej stronie podwórze, u podnóża wzniesienia terenu, znajdował się budynek stelmacharni z mieszkaniem oraz nadal istniejący dom mieszkalny z częścią gospodarczą, a także położona na wschód od nich dawna stajnia cugowa. Trudno obecnie ustalić pierwotnych domów robotników folwarcznych, które wtórnie zostały przejęte przez chłopów i włączone w obręb nowych zagród chłopskich. Prawdopodobnie również niektóre domy przy wewnętrznej drodze wiejskiej na północ i południe podwórza były pierwotnie mieszkaniami pracowników folwarcznych. Po zachodniej stronie głównej drogi wiejskiej na południe od stawu i cieku wodnego znajdowała się kuźnia, którą rozebrano po 1945 roku. Zespół rezydencjalno-folwarczny usytuowany był we wschodniej części wsi i obejmował rozległy teren o dość znacznym zróżnicowaniu wysokości. Obecnie dawny zespół rezydencjalno-folwarczny zachował się zaledwie w stanie szczątkowym. Część rezydencjalna jest najbardziej wysuniętym na wschód elementem zespołu. W części rezydencjalnej znajdował się nie tylko neogotycki, nieistniejący już pałac, lecz także prawdopodobnie stajnia. Podwórze ma kształt wydłużonego prostokąta o zabudowie geometrycznej, niegdyś zwartej, obecnie rozproszonej na skutek wyburzenia części obiektów. Z dawnej pierzei północnej zachował się spichlerz z bramą, obecnie stanowiący dominat architektoniczny zespołu oraz przylegająca do niego znacznie przebudowana dawna obora.

 

Kczewo jest miejscowością, której nazwę zapisano w 1505 roku formie Eggesów, a od 1755 roku jako Egsów. Jej nazwa pochodzi od nazwy osobowej Jeksa czyli Jakub. Obecna nazwa to niedoskonała redystrybucja nazwy niemieckiej Egsow. Pierwsze wzmianki o wsi datowane są na pierwszą połowę XIII wieku, kiedy to w 1240 roku książę pomorski Świętopełk podobnie jak inne liczne wsie podarował Kczewo Joannitom. W późniejszych latach wieś była lennem rodu von Kleist. W roku 1628 jako właściciel części miejscowości występuję Hans Natzmer, do którego należało 9 włók i pól młyna. W pierwszej połowie XVIII wieku Kczewo stała się własnością rodziny von Blumenthal. W 1784 roku wieś składała się z folwarku, młyna wodnego, 6 zagród chłopskich i 24 domów. Było w niej również gospodarstwa rybackie na dwóch stawach, nauczyciel i kowal. Do majątku należały też działy ziemi w pobliskim Komorczynie. W roku 1825 Kczewo należało do starosty Sławna Alberta von Kamecke i jego żony Otylii. Ich córka Maria von Kamecke wniosła w posagu majątek Kczewski do rodziny von Bülow. W posiadaniu tej rodziny Kczewo pozostawało do końca drugiej wojny światowej. W roku 1892 dobra rycerskie liczyły ogółem 569 ha, w tym 386 ha pól, 52 ha łąk, 107 ha pastwisk i 24 ha lasów. Hodowano 25 koni, 60 sztuk bydła w tym 50 krów mlecznych i 700 owiec. W 1914 roku właścicielem Kczewa był Adolf von Bülow asesor rejencji. Majątek liczył wówczas 586 ha, w tym 372 ha pól uprawnych, 52 ha łąk, 121 ha pastwisk, 24 ha lasów, 7 ha wód, 113 sztuk bydła, w tym 69 krów mlecznych, 32 konie, 739 owiec i 69 sztuk trzody chlewnej. W roku 1920 wielkość majątku i stan inwentarza był taki sam jak w roku 1914, nie zmienił się również właściciel majątku, ale ostatnią jego właścicielką była Anna Maria von Bülov z domu von Arnim. Przed drugą wojną majątek liczył ogółem 586 ha, w tym 24 ha lasów. Prowadzona była uprawa sadzeniaków ziemniaka na obszarze 100 ha, chowano również 60 krów mlecznych z przychówkiem, 500 owiec, 300 sztuk trzody chlewnej i 300 koni. Zespół dworsko-folwarczny istniał w obecnym miejscu najprawdopodobniej w XVII wieku. W 1940 roku część budynków gospodarskich i inwentarskich spaliła się, jednak jeszcze podczas wojny odbudowano dwie stodoły, oborę i warchlakarnię. Na skraju podwórza folwarcznego usytuowany był dwór z oficyną, który rozebrano ostatecznie na początku lat siedemdziesiątych XX wieku. Na miejscu tych obiektów posadowiony został współczesny betonowy cielętnik, którego bryła szpeciła teren podwórza. Z dawnego zespołu folwarcznego zachowały się po wojnie tylko stodoły z wydzieloną kuźnią, dawne garaże, cielętnik, owczarnia, chlewnia ze stelmacharnią, stajnia koni roboczych i spichlerz. W 2009 r. budynki gospodarcze dawnego PGR zostały rozebrane, a gruz został przemielony. Na wschód od głównego wjazdu na podwórze folwarczne, po północnej stronie drogi wiejskiej wiodącej w kierunku Słonowic zachowały się trzy domy robotników folwarcznych z chlewikami. W sąsiedztwie tych domów wybudowano współczesne bloki, które częściowo zajęły miejsce starych budynków mieszkalnych. Przy bocznej drodze wiodącej w kierunku pól i cmentarza posadowiony jest dom mieszkalny, który w przeszłości prawdopodobnie był domem ogrodnika.

 
Legendy związane z sołectwem
 
 

TAJEMNICZY DĄB

Iwona Sławecka
 

Nie chcę myśleć o... przygodzie, ale lubię szwendać się wśród traw, gdzieś po lasach, po ruinach, starych dworkach z dawnych lat...

 

Podczas jednej z takich włóczęg trafiłam do Bzowa. Z dawnego świetnego majątku zachowało się dość sporo budynków. Nie było już młyna, widziałam jazy i przepusty, które pozostały. Nie było stelmacharni, stajni koni wyścigo­wych, pałacu. Zobaczyłam dość wysoką górkę. Rosły na niej zdziczałe krzewy, samosiejki klonów, tarnina, ogromne kępy traw, pokrzyw i chwastów. Cała górka obmurowana była wa­lącym się ze starości kamiennym murem. Ceglane słupki po­przewracał czas. Zaczęłam szukać. Trafiłam na betonowe pły­ty, tworzyły jakby podłogę nieistniejącego budynku. Były w nich dziury zawalone gruzem. Miałam wrażenie, że mój wzrok zagląda do jakichś piwnic czy lochów. Ogarnęła mnie ogromna ciekawość tego miejsca. Obchodziłam górkę woko­ło, oglądałam liczne murki tworzące tarasy. Zafascynowało mnie to miejsce. Niezwykłe. W środku wsi, a jakby poza nią. Bezludne. Opuszczone. Miałam wrażenie, że zaglądają tam tylko ludzie chcący wypić w ukryciu jakąś wodę ognistą.

Mój zatrzymał się na drzewie. Nie spuszcza­jąc z niego oczu, powoli zaczęłam iść w jego kierunku. Pode­szłam. Drżącymi palcami dotykałam kory. Drzewo było sta­re. Bardzo stare. Dzieje wieków zrujnowały je strasznie. Pu­sty środek. Wypalony. Ziejący czeluścią gardła ku obłokom. Żywe zielone konary pozostały tylko z jednej strony. Śpie­wały tam ptaki. Przytuliłam do pnia policzek. Podniosłam oczy do góry i zamarłam. Ujrzałam twarz. Straszną twarz.

Cudowna cisza otulała wszystko, nie szczekał żaden pies. Czułam, pieśń drzewa. Starego dębu. Delikatny wietrzyk owiewał mi twarz. Zaczarowany szept trwał i trwał. Słuchałam go z wypiekami na policzkach. Bałam się ode­tchnąć by nie prysł czar. A stary dąb śpiewał mi tak:

- Dobrze, że jesteś. Stoję tu prawie tysiąc lat. Nareszcie mogę opowiedzieć ci moją historię. Tak, moją i tego nie­szczęśnika. Dojrzałaś go. Było to dawno, dawno temu. Byłem już dość poważnym dębem. Coś około roku 1590, a może powyżej 1600. trud­no mi to ustalić.

Tu dąb umilkł, jakby próbował ustalić lata, albo może ze­brać myśli. Po chwili zaczął znowu swoją opowieść: - Nie pamiętam dobrze,  który to rok, mniejsza z nim. Było to dawno. Tyle się wydarzyło. Były wojny, pokoje. Lu­dzie rodzili się, umierali. Były susze i burze. Były pożary.

Poczułam coś dziwnego. Świat jakby oddalił się. Zamglił. Rozmazał. Oczami duszy ujrzałam świat. Inne były domy. In­ne były drzewa. Inaczej ubrane dzieci biegały boso. Jakiś pa­stuszek gonił gęsi na łąkę. Drogą jechało dwóch konnych. Byli to: właściciel majątku pan Boehn i jego zarządca. Jadąc dyskutowali, żywo wymachując rękami. Mijani chłopi milkli. Zdejmowali z głów nakrycia i kłaniali się nisko, wbijając wzrok w ziemię. Nie śmieli spojrzeć na pana. Nikt nie odważył poruszyć się dopóty, dopóki jeźdźcy nie przejechali.

Kilku kosiarzy kosiło łąkę. Szli w odstępach jeden od dru­giego, rytmicznie wymachiwali kosami. Nie odzywali się do siebie. Pot rosił im czoła. Koszule przykleiły się do pleców. Trawa równymi pasami kładła się na ziemi, mocny jej za­pach drażnił nozdrza. W powietrzu rozlegał się klekot bocia­nów. Para ich szła za kosiarzami wyłapując uciekające żaby. W pobliskim strumyku kilka kobiet prało. Tłukły kijanka­mi namoczone pranie brodząc po kolana w wodzie. Ich śmiechy, rozmowy niosły się daleko. Część wypranych tka­nin było już poskładanych w koszach na brzegu strugi.

Było południe. Słońce przypiekało mocno. Z bezchmurne­go nieba lał się żar. Zza lasu dochodził daleki dźwięk dzwo­nów. Ludzie przerwali pracę. Modlili się. Zapadła cisza. Sły­chać było tylko pisk jastrzębi szybujących w przestworzach.

Nagle rozległ się odgłos galopującego konia. Szybko zbli­żał się. Coraz głośniej słychać było wrzaski jeźdźca i świst smagania batem. Zza zakrętu wyłonił się galopujący, wściekły zarządca. Okładał na oślep zwierzę. Oszalały koń kwiczał. Z pyska spadały mu płaty piany. Przerażone oczy błyskały białkami. Stękał. Spienione boki z trudem łapały powietrze. Nagle nogi splątały się, koń runął na ziemię. Wyrzucony z sio­dła w powietrze ekonom spadł na ziemię, turlając się. Roz­wścieczony zerwał się na nogi. Dopadł konia. Okładał go ba­tem gdzie popadnie. Kopał z całych sił. Zwierzę próbowało wstać na nogi. Nie mogło. Pęcina była złamana. Ryk przerażo­nego zwierzaka ogłuszał. Osłupiali chłopi patrzyli, co ten fu­riat wyprawia. Znany był z takich zachowań. Nikt nigdy nie wiedział, za co będzie wychłostany. Czasem wystarczyło spojrzeć, czasem nie dość szybko się pokłonić, a głośny śmiech dziecka, stuknięcie kija starca, tuman kurzu na dro­dze, nagły poryw wiatru, który zerwał mu kapelusz, powodo­wały, że chłostał na oślep nie patrząc czy to małe dziecię, czy sędziwy starzec. Ludzie zawczasu woleli kryć się w chatach. Bezwzględnie ściągał daninę. Często chłopi na przednówku cierpieli głód. Tej zimy nawet dwóch staruszków zmarło.

Koń padł. Zarządca po prostu zatłukł go. Chłopi skwapli­wie pochylili się do roboty. Pilnie udawali, że nic nie wi­dzieli. Obawiali się bata. Kiedy okrutnik odszedł, żywo dys­kutowali nad tym, co widzieli. Rozglądali się przy tym pil­nie czy ich nie zauważy.

Mijały dni i lata. Zarządca dalej panoszył się, stając się co­raz okrutniejszy. Pewnego dnia do wsi przywędrowała sta­rowina. Osiadła w opuszczonej, walącej się ze starości, sto­jącej na uboczu chałupinie. Szybko dała się poznać jako babka zielarka. Ludziska zachodzili często po zioła, które bardzo pomagały na różne choroby i bóle. Zaczęto mówić, że zna się i na czarach. Pomagała często odbierać porody. Obawiano się jej i ufano.

Ona jedyna nie obawiała się szaleńca. Skwapliwie leczy­ła u ludzi rany zadane przez bat. Uśmierzała ból i dodawała otuchy.

Któregoś dnia zbierała na skraju lasu zioła. Miała już ich cały fartuch. Gdy przechodziła przez wieś zmęczona usia­dła pod dębem. Wycierała spocone czoło. Miała słaby już słuch i nie usłyszała nadjeżdżającego zarządcy. Ten gwał­townie wstrzymał konia. Zeskoczył wściekły. Dopadł staro­winy. Złapał za włosy i zaczął wlec do pnia. Kazał parobkom przykuć ją do drzewa. Schwycił bat i już, już miał ją wychłostać, gdy ta nagle wyprostowała się. Spojrzała z gniewem wielkim na niego i rzekła mocnym głosem:

- Bądź przeklęty po wieki! Okrutniku. Zabijałeś, batożyłeś, głodziłeś! Siałeś głód, ból i śmierć! Nie szanowałeś niko­go. Przeklinam Ciebie na wieki!... Przykułeś mnie do drze­wa? Teraz ty po wiek wieków bądź uwięziony w drzewie!

Po tych słowach zniknęła zupełnie. Jakby rozpłynęła się w powietrzu. Zerwał się wiatr. Zaczął nabierać mocy zwijając się w trąbę. Wirował coraz szybciej i szybciej, wyjąc coraz gło­śniej, aż do ryku. Porwał oprawcę. Uniósł w powietrze. Pień drzewa otworzył się z hukiem. Wicher cisnął nim do środka.

Zarządca próbował wyrwać się potężnej mocy wrzesz­cząc przenikliwie. Na nic się to zdało. Nogi wrastały mu w pień. Coraz bardziej łączył się z drzewem, które zaskle­piało się na nim, więziąc go na zawsze. Na zewnątrz pozo­stała już tylko straszliwie wykrzywiona twarz. Zrastała się coraz bardziej i bardziej z dębem.

Tu mgła zaczęła rzednąć. Inne domy, inaczej ubrani lu­dzie oddalali się. Zanikali. Rozmywali w powietrzu. Słysza­łam znowu zaczarowaną pieśń drzewa.

- Widzisz? Wiem,  że ty ją widzisz. Jest tu we mnie. Cza­sem słyszę przeraźliwy krzyk. To on krzyczy. Myśli, że jak wszyscy mu przebaczą to będzie wolny. Oni już wymarli. Nie ma nikogo, kto podszedłby do jego twarzy i wyba­czył, po prostu wybaczył. Po wieki będziemy już ra­zem. Tym razem to i ja umieram. Może wtedy bę­dzie wolny.

Poczułam lekkie dotknięcie do policzka.

- Kochanie, czy coś się stało? Stoisz tu tak długo. O czym tak myślisz?

Popatrzyłam nic nierozumiejącym wzrokiem na męża. Gdzie ja stoję? Gdzie ci ludzie? Jest jesień, a dopiero prze­cież był upał. Puściłam pień drzewa. Nic nie rozumiałam z tego co się wydarzyło. Spojrzałam w górę. Ta twarz tam była. Dąb zaszeleścił cicho liśćmi, jakby dawał mi znak, że zrozumiałam go właściwie. Odchodziłam powoli. W pew­nej chwili odwróciłam się.

- Wiesz, ja to opiszę. Opowiem ludziom o tym nieszczę­śniku. Może trafi się ktoś, kto będzie mu chciał wybaczyć. Bywaj!